piątek, 16 maja 2014

Wszechwiedza

Dzień jak każdy inny. Pobudka, jedzonko, ubieranie się, mycie, zabawa i wyjście na zajęcia.

Wszystko na szybko bo czasu już mało i widzę oczami wyobraźni jak odjeżdza mi autobus.

Na dworzu zimno i leje, zakładamy folię przeciwdeszczową na wózek i niestety zaczyna się płacz. Zuzi najwyraźniej nie spodobało się, że  ma być "pod przykryciem". No trudno, musi to jakoś wytrzymać w autobusie ją zdejmę.

Biegnę, bo czasu coraz mniej i jestem już na przystanku, jednak mam jeszcze chwilę. Zagaduję Zuzię i spostrzegam, że zgubiłyśmy po drodze smoczek. No nic musimy być twarde, nie mamy już czasu żeby po niego wracać. W autobusie obyło się bez płaczu, dziecko nawet jakby zadowolone. Oczywiście krzyki radości, niektóre tak głośne, że aż ludzie się odwracają, więc ja do niej - "cśśśś", a ona jeszcze głośniej, więc przestaje ją uciszać.

Dojechałyśmy na zajęcia u psychologa. Zuza zadowolona, miała chwilę słabości, pokazała jak się teraz zachowuje, ale uspokaja się. Bawi się, współpracuje, nie jest najgorzej. Kilka zaleceń co i jak i powrót do domu.

Czekając na autobus Zuza domaga się smoczka. No niestety, tłumacze jej że zgubiłśmy i niestety nie mam. Chwile narzekania, pobujałam i zapomniała.

Wsiadamy do zatłoczonego autobusu i przez moment jest cisza, żeby zaraz dać czadu. Oczywiście chodzi mi o Zuzię.

Chce smoka i już! Mówię, że nie ma, że zgubiłyśmy i musi dać radę bez niego. Niestety moje gadanie nic nie daje i zaczyna się płacz, wrzask i histeria. Mówię do niej, żeby się nie denerwowała, że jestem przy niej, zagadauję, ale to nic nie poprawia sytuacji. No nic trzeba przetrwać, nie jest to łatwe.

I nagle (po kilku przystankach) mądra pani RADZI mi, abym wzięła dziecko na ręce!

No na boga! Nie miałam nawet ciśnienia, żeby jej odpowiedzieć, bo akurat Zuza znów się zdenerwowała i starałam się ją uspokoić.

Ja wszystko rozumiem, że to nie jest fajne, kiedy w autobusie drze się dziecko, ale trochę wyrozumiałości. Ani to łatwe dla mnie, ani dla dziecka, dla nikogo. Chciałam się zaptać, czy Owa pani weźmie na siebie odpowiedzialność za to jakby mi, albo Zuzi coś się stało przy ewentualnym upadku w autobusie, ale sobie darowałam.

Chciałabym, aby Zuza lepiej radziła sobie ze swoimi emocjami, żebym mogła jej wytłumaczyć, że nic się nie dzieje, że zaraz będziemy na miejscu. Oczywiście mówię jej o tym, ale wiem, że ona tego nie rozumie, a nawet bardzo możliwe, że nie słyszy w tak głośnym miejscu jakim jest zatłoczony autobus.

Chciałabym, aby rozumiała tyle ile rozumie przeciętny dwulatek (a rozumie już bardzo dużo). Jednak mamy całe 11 miesięcy do nadrobienia, a to jest naprawdę dużo w tym wieku. Niestety moja rzeczywistość jest jaka jest i tego nie przeskoczę.

Kurczę, wkurza mnie to, że ludzie uważają, że są wszechwiedzący. Wszystkich wkładają do jednego worka. To, że jedno dziecko lubi jeździć autobusem, to nie oznacza, że inne też lubi. Jedno dziecko lubi jak się je zagaduje i wkłada głowę do wózka inne tego nie lubi i się denerwuje.

Zuza nie lubi kiedy podczas płaczu, ktoś ja dotyka, zagaduje, a nie daj boże robi śmieszne miny. Wtedy jest już katastrofa.

Nie jest mi łatwo w takiej sytuacji, bo wiem, że jej jest źle, że chciałaby się teraz do mnie przytulić, albo zrobić coś fajnego, ale nie może.

Nie będzie tak, że wszystko co chce będzie mogła w danej chwili zrobić czy mieć. Musi się tego nauczyć. Nic jej się nie działo, żebym faktycznie musiała wziąć ją na ręcę i np. usiąść na siedzeniu.

Ale wiadomo jak to jest. Ktoś lepiej wie jak postępować z cudzym dzieckiem, co nie?

A wydawało mi się, że to rodzic najlepiej zna swoje dziecko i wie kiedy coś faktycznie mu się dzieje, jak je wychować itd.!

Ależ jestem zła! A jeszcze czeka mnie jedna podróż autobusem dziś! :( Ehh...

15 komentarzy:

  1. Takich wszechwiedzących ludzi jest pełno wszędzie. Mnie też to strasznie denerwuje i od razu wyprowadza z równowagi. Nie przejmuj się, szkoda nerwów na takich ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle nie biorę takich spraw do siebie, ale tym razem się zdenerwowałam.

      Usuń
  2. mi się wydaje, że ta pani nie miała nic złego na myśli. czasem chce się pomóc po prostu drugiej osobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że pani nie chciała nic złego. Rady, porady się przydają i chętnie ich słucham, jedne wpadną do mojej głowy na dłużej inne wypadają od razu. Chodziło mi o to, co mi poradziła pani! Nie uważasz, że jej pomysł był kretyński?

      Usuń
  3. Skąd ja to znam...... Zawsze ktoś jest mądrzejszy od matki...

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudne to. Oby juz wiecej takich sytuacji nie bylo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety właśnie tak to jest ,że inny patrząc na coś z boku lubią komentować ... Ja nawet jak czyjeś dziecko płacze w sklepie to nie patrzę zaraz zaglądam jak inni , wiem ,że może być zmęczone,może nie lubi zakupów i nie chodzi na nie ,a właśnie teraz mama musiała zabrać dziecko bo nie było innego wyjścia...Rodzice wiedzą najlepiej ,a ludzie zawsze muszą dodam swoje pięć groszy :/
    http://swiatamelki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie. Fajnie, że ktoś się interesuje, ale bez przesady. W szczególności, że nic jej się nie działo.

      Usuń
  6. Mam nadzieje, że ta druga podróż była juz spokojna.
    Niestety czesto tak bywa te takie wszech... sa najmądrzejsze i wiedza co jest lepsze dla naszych dzieci.
    Nie dziwie sie Zuzi ze nie lubi jezdzic pod folia, My też bys my bne chialy byc tam schowane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak była spokojna na szczęście :)

      Usuń
  7. Pewnie ta pani chciala pomoc i nie miala nic zlego na mysli. Nie mozna tak kategorycznie oceniac ludzi bo pozniej wlasne frustracje i zdenerwowanie wyczuwa dziecko, ktore ma niesamowita zdolnosc do odbierania emocji rodzicow. Wiecej optymizmu i otwarcia na ludzi zycze. Zuzia na pewno wyrosnie z tego. Moj pieciolarek tez potrafi zrobic afere pohosteryzowac pasc na podloge w sklepie itp. Mam w powazaniu co ludzie pomysla co mi radza i nie przejmuje sie tym! Jestem matka, znam swoje dziecko i nie biore do serca tego co ludzie mowia zwlaszcza obcy. Wiec nie przejmuj sie! Chyba za bardzo emocjonalnie reagujesz! Jak to mowi moj syn "mama jest królową" tzn wie najlepiej i rzadzi swiatem swojego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba źle odebrałaś mojego posta. Chciałam podkreślić to jaką radę udzieliła mi pani. Ta rada mnie zdenerwowała, a nie to, że pani mi jej udzieliła. Nie uważasz, że poradzenie matce, aby wzięła dziecko na ręce w zatłoczonym, jadącym autobusie było jakimś absurdem?

      Usuń
    2. Jak bylam w ciazy to w autobusie kazano mi mojego 4-o latka brac na kolana. Nie ma rady na glupote ludzka. Chodzilo mi o to ze generalnie ludzie chca pomoc podpowiedziec cos doradzic a ze ich rady sa o kant d... To juz inna sprawa. Wazne ze nikt nie kazal Ci wysiasc z autobusu a o takich przypadkach slyszalam. Chodzilo mi o to ze nie warto sobie zawracac glowy takimi radami czy sa sensowne czy absurdalne to juz inna sprawa

      Usuń