środa, 24 kwietnia 2013

Relacja - Operacja

Dzień 1 - 18 kwietnia 

Stawiliśmy się o 11 na izbę przyjęć w Kajetanach w celu przyjęcia Zuzi na oddział. W między czasie wypełniania ankiet różnych, małżon poszedł jeszcze odebrać Zuziową tomografię. Następnie chwilkę poczekaliśmy w kolejce do pokoju konsultacyjnego. Lekarz zadał kilka pytań typu: "Czy Zuzia jest zdrowa?", "Czy nie kaszle i nie ma kataru?" i tyle. Zostały sprawdzone też uszka Zuzi, czy jest wszystko ok. I tak oto zostaliśmy przyjęci na oddział. Oczywiście musieliśmy się upomnieć o wskazanie gdzie mamy iść, bo zapomniano o nas. :) Przyjęto nas na oddział dziecięcy, wydzielony na normalnym oddziale. Nazwa oddziału bardzo trudna do przeczytania dla dorosłego człowieka moim zdaniem, sami zobaczcie.



Nasza sala była dwu-osobowa, czyli dwa bobasy i dwie mamy. Ogólnie warunki były bardzo dobre. Na Zuzię czekało metalowe łóżeczko, typowo szpitalne z ładną, kolorową Ikeową pościelą.


Na sali Zuzia dobrze się czuła. Miałyśmy 13 miesięcznego współlokatora, który dzień wcześniej miał operację, więc mama Kacperka powiedziała mi wszystko, co i jak, i czego mam się spodziewać. Oczywiście uzyskać jakąkolwiek informację od pielęgniarek było ciężko, dlatego cieszę się, że miałyśmy ich pod ręką.


Tego dnia generalnie nic się nie działo, więc oprócz ploteczek z sąsiadami, zapoznaliśmy się z resztą dzieciaczków, a było ich cała piątka. Zuzia do dnia wypisu była najmłodsza oraz była jedyną kobietką. 
Po zapoznaniu się z oddziałem poszliśmy do bufetu na obiad, bo tego dnia przysługiwała nam dopiero kolacja.




Noc była niespokojna, ja oczywiście się mega denerwowałam, a Zuza wyczuła, że nie jest u siebie i też kiepsko spała.

Dzień 2 - 19 kwietnia 

Od samego rana się denerwowałam. Odwiedziny w szpitalu były od 10 do 19, ale dowiedzieliśmy się, że operacje zaczynają się od 7 rano, więc mąż miał przyzwolenie na przyjście już o 7. 
Oczywiście Zuzia nie mogła nic jeść przed operacją przez 6 godzin, więc ostatni posiłek zjadła dnia poprzedniego o 19, a o 24 jak się przebudziłam, to przez sen dałam jej jeszcze napić się soku jabłkowego. 
Koło 7 rano wykąpaliśmy jeszcze Zuzię, żeby była czyściutka i przebraliśmy w piżamkę. 
Tuż przed 8 przyszła pielęgniarka i wywołała nas na operację, cała się trzęsła. Poszliśmy razem z jeszcze jednym bobasem. Zostaliśmy poprowadzeni do poczekalni. Wyszła pani anestezjolog i powiedziała, że niestety ma dla nas złą wiadomość. Oczywiście nogi mi się ugieły i mało co nie zemdlałam. Okazało się, że są jakieś niejasności w tomografii i że trzeba będzie zrobić jeszcze tego dnia małej rezonans magnetyczny. :( Wróciliśmy na salę. Oczywiście sąsiedzi mega zdziwieni. Ja się popłakałam. Zestresowałam się, że nie zrobią jej tej operacji, że coś jest nie tak. :/ Czekaliśmy na wywołanie na rezonans. Koło 10 przyszła po nas pielęgniarka i poszliśmy. Zuzia została uśpiona. Żeby nie czekać pod drzwiami poszliśmy na herbatę, ale oczywiście, ja nie byłam w stanie tam usiedzieć, więc wróciliśmy. Zuzia była pod narkozą całą godzinę! Tak długo trwa rezonans. Zostałam poproszona do niej. A nasza bidulka strasznie harczała, kaszlała, płakała, widać było, że jest jej źle i że się źle czuję. Widok okropny. Tak głośno płakała, że poprosiłam pielęgniarkę, aby poszła po męża i powiedziała, że jest wszystko ok, bo pewnie się denerwuje, słysząc małej płacz! Długo ją uspokajałam, aż w końcu usnęła. Na szczęście wyniki mieliśmy od razu. Wszystko jest ok! :) Pani anestezjolog powiedziała, żeby dalej małej nie dawać nic jeść i pić, bo teraz w każdej chwili możemy być proszeni na operację! Trochę się zdziwiliśmy, że po narkozie, będą ją jeszcze raz usypiać. No ale bardzo się cieszyliśmy, że to nie jest przeszkodą w zrobieniu jej tej operacji. Wróciliśmy na salę i czekaliśmy. Mała dzielnie znosiła doskwierający jej głód i pragnienie. Koło 12.30 zostałam znów wezwana na operację. Długo czekałam w poczekalini, aż ktoś po nas przyjdzie. Przyszła pani pielęgniarka i poszłyśmy na salę operacyjną. Zuzia była bardzo dzielna i nie opierała się przy usypianiu. O 13.13 szłam już z mężem na naleśniki, żeby mieć siłę na później. Oczywiście zjadłam je niesamowicie szybko i już chciałam iść na górę. To oczekiwanie, zastanawianie się czy wszystko jest ok, jest straszne. Mam nadzieję, że nie będziecie miały przyjemności sprawdzić jak to jest. Mimo, że wiedziałam, że Zuzia jest w dobrych rękach, w głowie miałam milion złych myśli :( To chyba oczywiste, bałam się o własne dziecko. Przed 15 zostałam wezwana na salę obudzeniową. Nie był to miły widok. Zuza z rurką w buzi, oddychającą przez maseczkę, podłączoną pod różne monitory, ze strzykawką przy głowie. :( Ale spokojnie oddychała, serduszko miarodajnie biło, więc wiedziałam, że wszystko jest ok. Pielęgniarki to potwierdziły. Po 10 minutach Zuzia się obudziła, wypluwając przy tym tę rurkę. Fujjjj.... Wzięłam ją na ręcę i przytuliłam do siebie, troszkę była zdezorientowana, ale po chwili się uspokoiła i usnęła. Resztę dnia spędziliśmy na przytulaniu. Zuzia po dwóch narkozach była nijaka, tylko tępo patrzyła się w przestrzeń i przytulała się do mnie. Zdecydowanie przeszkadzała jej ta strzykawka przy głowie, dlatego przekleiłam ją na plecki. I tak spała później na brzuszku. Po około półtorej godziny od operacji powoli zaczęłam ją poić przegotowaną wodą. Oczywiście na śpiocha, po parę łyczków. Taki normalny posiłek dostała koło 18, także wytrzymała bez jedzenia 23 godziny!!! Dzielny mój maluszek. Dzięki temu, że nic nie jadła przed operacją obyło się bez wymiotów. Później Zuzia troszkę się rozbudziła. O 20 przyszła pora na pożegnanie się z tatusiem. Przebrałam się w piżamę, bo wiedziałam, że teraz już nie zostawię Zuzy na sekundkę samej. Zuza szybko usnęła, ale całą noc spała na moim brzuchu. Nie była to łatwa noc. Zuzia była marudna, kręciła się i widać było, że ją boli. Dostała na noc oczywiście czopek, później ja w środku nocy dałam jej jeszcze jeden, bo znów zaczęła się kręcić i marudzić. Rano klatka piersiowa mnie mega bolała, dodatkowo może przespałam jakieś 2 godzinki. Maskra! 

A to Zuzia tuż po operacji:



Dzień 3 - 20 kwietnia 

Nie był to łatwy dzień, bo trzeba był bardzo uważać, żeby Zuza nie wyrwała sobie tej strzykawki z drenem. Udało nam się tego uniknąć :) Generalnie Zuza powróciła do normlaności, troszkę gorzej jadła, ale tak to była super. Bawiła się, biegała po korytarzu za rączki. Jedyny minus tego dnia był taki, że rano zauważyłam spuchniętą rączkę. Poszliśmy do pielęgniarki, żeby zdjęła jej opaskę szpitalną. Po rozcięciu jej ukazał się niemiły widok. Opaska odparzyła jej rączkę bardzo :( Tego dnia odwiedzili Zuzię również dziadkowie - moi rodzice oraz męża siostra. Niestety noc była gorsza niż poprzednia, narkoza całkowicie jej zeszła, więc nie była już otumaniona. Przespałam może godzinę, bo oczywiście Zuza spała mi na klacie :/ Każda próba położenia ją do łóżeczka kończyła się mega płaczem.



Dzień 4 - 21 kwietnia 

Tak jak poprzedni dzień, nie był on zbyt ciekawy. Oprócz ploteczek z sąsiadami, odchodami porannymi i wieczornymi, podawaniem antybiotyku nie działo się nic nadzwyczajnego. A nie przepraszam, na porannym obchodzie została zdjęta Zuzi tak strzykawa i wyjęty dren :) Tak nam ulżyło, można było już ją tulić, całować i nie myśleć o tym, czy przypadkiem tego nie wyrwiemy. Tego też dnia zostali wypisani nasi współlokatorzy, więc była przedemną samotna noc. Nie była łatwa, Zuza już nie spała całej nocy u mnie na klacie, ale ze mną na łóżku, tak strasznie się kręciła, marudziła, że czopek na noc to podstawa była. Ale wiadomo jakoś sobie poradziłyśmy. Ta noc strasznie się dłużyła i rano byłam mega wykończona :/ Na szczęście lekarz tego dnia powiedział, że Zuziowe szwy wyglądają dobrze i nic się tam nie dzieje.



Dzień 5 - 22 kwietnia

I tak oto nadszedł dzień naszego wypisu. Zuzia od samego rana była uśmiechnięta, chyba czuła, że w końcu wrócimy do domu. Koło 10 dostaliśmy wypis. Oczywiście mamy kilka zaleceń takich jak: podawanie antybiotyku, unikanie wysiłku przez 14 dni, zakaz moczenia ucha przez 30 dni!. O 11 poszliśmy odebrać całą zewnętrzną część implantu, czyli procesor mowy. Opiszę Wam w osobnym poście jak to wygląda :) Wróciliśmy do naszej sali, zabraliśmy swoje tobołki i ruszyliśmy do samochodu. Zostawiliśmy rzeczy i poszliśmy jeszcze zjeść obiad. Tak zakończył się nasz pobyt w Kajetanach :)

Ale nie ma to tamto, cieszę się niezmiernie, że mam to już za sobą! Jestem niezwykle dumna z Zuzi, że tak wspaniale zniosła dwie narkozy jednego dnia :) Teraz niecierpliwie czekam na zdjęcie szwów (29 kwietnia) i na podłączenie procesora (20 maj)!

P.S. A od wczoraj Zuzia uskutecznia samodzielne chodzenie, także nie da mamie odpocząć! :)

28 komentarzy:

  1. kochana! jestem z Was dumna:) ty tez byłaś niesamowicie dzielna, ciesze sie ze wszystko sie udalo. pozdrawiamy was serdecznie:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że muszę być dzielna. Wszystko dla Zuzy! :*

      Usuń
  2. Ja też jestem z Was dumna :D Gratuluję. A z jakiej firmy Zuzia ma implant???

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzielna Zuzia, dzielna mama.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak Zuza była mega dzielna :)

      Usuń
  4. Dobrze czytać takie wieści :) Dzielna Zuzia i dzielni rodzice!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było łatwo, ale daliśmy radę :)

      Usuń
  5. Super się spisałyście dziewczyny! Cieszę się bardzo, że u Was wszystko ok :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo Was podziwiam. Byłyscie obie bardzo dzielne! Mogę zapytać ile masz lat? Wyglądasz bardzo mlodziutko. Być może jesteśmy w podobnym wieku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, było trzeba być dzielnym dla Małej :) W tym roku stuknęło mi ćwierć wieku :)

      Usuń
  7. Ach, jak cudownie, że u Was dobre wieści :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, nic tak nie poprawia humoru jak dobre wieści :)
      Buziaki :*

      Usuń
  8. dzielne dziewczyny!super że wszystko dobrze poszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) oj tak dobrze, że jest ok.

      Usuń
  9. dzielne jesteście dziewczyny! Tak się cieszę, że wszystko się udało, chociaż pewnie byłaś wymęczona. Wiem jak jest :P Super, że wszystko jest okej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano dzielne :) Zmęczona to mało powiedziane, ale jak trzeba to trzeba. :)

      Usuń
  10. Przeczytałam całą relację, cieszę się, że Zuzia tak dzielnie to zniosła.
    Brawa dla niej. Wracajcie szybciutko do zdrowia:*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Zuzia jest niesamowicie dzielna i silną małą kobietą :) Caluski dla Ciebie!

      Usuń
  11. Ja też mam Me-del opus 2 :D Jest niesamowity!!! Możesz zaglądać http://www.medel.com/pl/about-hearing/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie i dla nas niesamowity! Możesz się do mnie odezwać na maila? Będę wdzięczna :)

      Usuń
  12. Łzy w oczach miałam jak czytałam relację. Jesteście mega dzielni! Wy i Zuzia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak to dobrze, że już po wszystkim i tak Wam dobrze poszło! Zuziaczku kochany, dzielny jesteś taki! I masz super Mamę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się denerwowałam, że coś pójdzie źle. Na szczęście jest dobrze!
      Dzięki Kochana za miłe słowa!

      Usuń
  14. Witam.zycze duzo wytrwalosci dla rodzicow a Zuzi szybkiego poznawania i zadowolenia z nowych dzwiekow:) jestem mama Amelki,tez czekamy na implant,termin na czerwiec:) wiec wiem co pani czuje i jak to rzezywa...pozdrawiam.moj nr gg jakby miala pani ochote kiedys porozmawiac na wspolne tematy:)4317586
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  15. A kto operował zuzię? U mnie m. mrówka :-)

    OdpowiedzUsuń